Tomasz Sojka writes:
> Sek w tym ze raczej na kazdego "mlotka" zapotrzebowanie sie
> znajdzie...
To kwestia ilosci ludzi "zajmujacych sie" danym zajeciem. Nie wolno bez
papieru, to jest takich wiecej. Gdyby bylo wolno, to by takich (prawie)
nie bylo. Tak jak to jest w innych dziedzinach, w ktorych nie ma takich
chorych przepisow.
> Jak juz kiedys pisalem bawi mnie wiara w "niewidzialna reke rynku". Owszem,
> istnieje, ale bynajmniej nie wybiera tego co dobre, a to co "dobre". Dla
> konsumenta. Konsument w swojej masie, majac wybor pomiedzy przewodnikiem
> tanim a dobrym, wybierze w wiekszosci przypadkow taniego.
Ale tak jest teraz wlasnie z powodu przepisow.
Chodzi o to, zeby "konsument" mial przede wszystkim wybor "brac" lub
"nie". Po co komu przewodnik, ktory sie do niczego nie nadaje?
Jak zamawiam faceta do ukladania plytek na podlodze, to tez nie wiem czy
jest dobry czy nie, i tez moga byc z tym problemy, ale z jakiegos powodu
nie ma przepisow wymagajacych zatrudniania tylko takich z papierami.
Tak jak z przewodnikiem, mam wybor - moge wziac Ukrainca, ktory nadaje
sie "do kazdej roboty", a moge wziac niekoniecznie drozszego takiego,
ktorego mi polecili znajomi.
> Mnie osobiscie nie zalezy - niech by to byl przewodnik, przodownik,
> organizator, pilot czy inny ktos, ale jakas weryfikacja czy sie do tego
> nadaje powinna byc.
Oczywiscie. Bezposrednio zainteresowany weryfikuje najlepiej, a jesli
nie, to nie robmy z jego osobistego problemu problemu dla wszystkich.
> Moglbym np. zapytac - a dlaczego ja, kierowca z
> trzydziestoletnim stazem nie moge prowadzic autobusu? Czym to sie rozni
> (technicznie) od duzego fiata? :) Po co mi jakies dodatkowe kursy,
> psycholog...
Bo prowadzenie autobusu w sposob istotny zagraza innym uczestnikom ruchu
(i np. budynkom, pieszym na chodnikach itd). Prowadzenie wycieczki
praktycznie nie powoduje zagrozenia dla nikogo innego poza ta wycieczka.
--
Krzysztof Halasa
|